Łódzkie Czyta

WIERSZ TUWIMA NA DZIŚ

Codziennie jeden wiersz Tuwima.

MELODIA

Wczesna jesień - oto moja pora.
Siwy ranek - kolor mego wzroku.
Siedzę w miłej kawiarni jak w obłoku,
Mógłbym tak do wieczora.

Za oknami tyle pośpiechu,
Ale ja nie wiem i nie słyszę,
I zamilkły w jesiennym uśmiechu,
Zapatrzeniem dalekiem się kołyszę.

Tak najlepiej: siąść w cukierni rankiem
I patrzeć, jak ulica chodzi.
W takie ranki jest się kochankiem,
I smutniej człowiekowi, i młodziej.

Od miłości, od czułych wspomnień
Dzień zacząłem senny i pusty.
Z twoich słów, niepisanych do mnie
Wiersz układam uśmiechniętemi usty.

A to wszystko razem jest melodią,
I melodii chwile są rade.
Cudzoziemka w palcie kraciastem
Śpiewnie, ślicznie zamawia "szokoladę".

Jaka wiotka, matowa kobieta!
Jak nas mało na świecie! jak mało!
I jakiemi perfumami zawiało!
I jaki poeta!...

Z tomiku Rzecz czarnoleska (1929)


SZTUKA

Najgłębszą głębią ducha, gdzie majestat boży
Ukrył cel ostateczny: wielkie Zrozumienie,
Gdzie doczesność nie trafia, przeciwność nie trwoży,
A głębia sobą żyje, jak mądre milczenie.

Najgłębszą głębią ducha zrozumiałem życie,
I już się myśli moje złego nie ulękną,
Nie pragnąc cnoty jawnie ani grzechu skrycie
I nie wiedząc, co znaczy brzydota i piękno.

Lecz jeżeli mi w duszy sen zakwita czysty,
Tęskniąc ku pięknu słońca, marmuru i kwiatów,
Doskonałości ładu – idei Artysty –
Ujmującej harmonią świat i świat zaświatów:

Wtedy się miłość moja na wszechświat rozpływa,
A piękno mistrzów – bożą staje się nauką,
I dusza w zachwyceniu natchnionem przyzywa
Ciebie, Dziewczyno moja, nieśmiertelna Sztuko!

Z tomiku Siódma jesień (1927)


ZMĘCZENIE

Zapomnisz o tej chwili, gdy do domu wrócisz
I przymkniesz okiennice w sosnowym pokoju.
Zmęczony, jakbyś orał, na łóżko się rzucisz
I będziesz w cieniu drzemał po blasku i znoju.

Przez serce w okiennicy wpadnie promyk wąski,
Na ciemnej fotografii rozszczepi się w tęczę.
Spostrzeżesz przytrzaśnięte przez okno gałązki,
Włochaty bąk natrętnie do snu ci zabrzęczy.

I oddasz się ciężkiemu uśpieniu w niewolę
Pod tumanem dzieciństwa, co w oczy napłynie,
A tam łubinem wonnym szaleć będzie pole
I niebo obłokami pluskać się w głębinie.

Z tomiku Rzecz czarnoleska (1929)


* * *

P. Stefanii M.

Wiem… przyjdzie taka godzina,
Gdy spojrzę na błękit nieba
I powiem w cichej radości:
Niczego więcej nie trzeba.

Wiem… będzie ranek czerwcowy
I będą ptaki ćwierkały,
Błękit mi duszę przepoi
I jakiś zachwyt omdlały.

I spłynie na mnie pogoda
I mądra Boża Nowina;
O duszo moja przesmutna,
Wierz – przyjdzie taka godzina…

    10 V 1915

Z tomiku Juwenilia. 2 (1990)


DOM

Wybuduję tobie dom zielony,
Dom zielony, bielony, brzozowy,
Do połowy winem ocieniony,
Malowany słońcem do połowy.

A w tym leśnym, w tym drzewnym kościele
Będzie kwitnąć twoje białe żeństwo,
Tam sprawimy wesołe wesele,
Odprawimy drzewne nabożeństwo.

Ledwo błyśnie i zapadnie ranek
Rosą, miętą, ptakami, oskołą,
Rozgłaskana wyśmiejesz na ganek
I zawołasz daleko, wesoło!

Do rozpuku odśmieję się w borze
I przybiegnę zadyszany w goście,
I szeroko ramiona otworzę
Dwojgu piersi w owocnym rozroście.

Będę z ziemi rósł wygałęziony,
Jeden z tobą, jak drzewne rodzeństwo,
I w gałęzie twych ramion wpleciony,
Wrosnę, wrosnę w twoje białe żeństwo!

Z tomiku Siódma jesień (1927)


* * *

Rzecz Czarnoleska – przypływa, otacza,
Nawiedzonego niepokoi dziwem.
Słowo się z wolna w brzmieniu przeistacza,
Staje się tem prawdziwem.

Z chaosu ład się tworzy. Ład, konieczność,
Jedyność chwili, gdy bezmiar tworzywa
Sam się układa w swoją ostateczność
I woła, jak się nazywa.

Głuchy nierozum, ciemny sens człowieczy
Ostrym promieniem na wskroś prześwietlony,
Oddechem wielkiej Czarnoleskiej Rzeczy
Zbudzony i wyzwolony.

Z tomiku Rzecz czarnoleska (1929)


PAMIĘCI POETY

Poeto! Kiedy głos twej pieśni
Śmierć przerwie na najwyższym tonie,
Kiedy cię w kwiecie lat, za wcześnie,
Zniecierpliwiony los pochłonie,

Kto się potężnych dni zachodem
Do głębin serca szczerze wzruszy?
Kto nad straconym życiem młodem
Odezwie się westchnieniem duszy?

Kto grób twój łzawym zrosi zdrojem
I nad zamilkłym Aonidą
Kto nieobłudną panichidą
Uczci, szlochając, prochy twoje?

Nikt! Tylko Zoil z długą szyją
Złoży martwemu hymn pochwalny
I zacznie kadzić, piejąc psalmy,
Żeby dokuczyć tym, co żyją.

    (z E. Boratyńskiego)

Z tomiku Piórem i piórkiem (1957)


WESTCHNIENIE

Znów powiedzieć „tęsknota” lub znów „żal” powtórzyć?
Czyż nie lepiej przeboleć milcząc? … Czyż nie lepiej
Czekać zmierzchu, co wiarę gasnącą pokrzepi
I zechce jeszcze trochę wspomnień nić przedłużyć?

Ach, serce me! Śród słońca – byliśmy jak ślepi!
Ach, serce! Czyż nas tedy mogło słońce znużyć?
…Znów powiedzieć „tęsknota”, znowu „żal” powtórzyć?
Czyż nie lepiej przemilczeć? Serce! Czyż nie lepiej?

Z tomiku Juwenilia. 2 (1990)


RZUCIŁBYM TO WSZYSTKO

Rzuciłbym to wszystko, rzuciłbym od razu,
Osiadłbym jesienią w Kutnie lub Sieradzu.

W Kutnie lub Sieradzu, Rawie lub Łęczycy
W parterowym domku, przy cichej ulicy.

Byłoby tam ciepło, ciasno, ale miło,
Dużo by się spało, często by się piło.

Tam koguty rankiem na opłotkach pieją,
Tam sąsiedzi dobrzy tyją i głupieją.

Poszedłbym do karczmy, usiadłbym w kąciku,
Po tem, co nie wróci, popłakał po cichu.

Pogadałbym z Tobą przy ampułce wina:
„No i cóż, kochana? Cóż, moja jedyna?

Żal ci zabaw, gwaru, tęskno do stolicy?
Nudzisz się tu pewno w Kutnie lub Łęczycy?”

Nic byś nie odrzekła, nic, moja kochana,
Słuchałabyś wichru w kominie do rana…

I dumała długo w lęku i tęsknicy:
— Czego on tu szuka w Kutnie lub w Łęczycy?

Z tomiku Siódma jesień (1927)


PRZYPOMNIENIE

Miałem słoneczny gościniec
I biały, cudny dom...
Smutno jest sercu mojemu,
Smutno jest moim snom...

I było okno w mym domu
Za dawnych, dobrych lat,
Patrzałem sobie, patrzałem
W daleki, cichy świat...

Może tam byłem dzień jeden,
A może cały wiek...
Wiem tylko, że kiedyś rano
Bieluchny opadł śnieg.

I śnieżnie, biało, dziecinnie
W słońcu się śmiał mój dom!
Smutno jest sercu mojemu
I dawnym, białym snom...

 

Z tomiku Siódma jesień (1927)


Partnerzy