Łódzkie Czyta

WIERSZ TUWIMA NA DZIŚ

Codziennie jeden wiersz Tuwima.

KAPUŚNIACZEK

Jak wesoły milion drobnych, wilgotnych muszek,
Jakby z worków szarych mokry, mżący maczek,
Sypie się i skacze dżdżu wodnisty puszek,
Rośny pył jesienny, siwy kapuśniaczek.

Słabe to, maleńkie, ledwo samo kropi,
Nawet w blachy bębnić nie potrafi jeszcze,
Ot, młodziutki deszczyk, fruwające kropki,
Co by strasznie chciały być dorosłym deszczem.

Chciałyby ulewą lunąć w gromkiej burzy,
Miasto siec na ukos chlustającą chłostą,
W rynnach się rozpluskać, rozlać się w kałuży,
Szyby dziobać łzawą i zawiłą ospą...

Tak to sobie marzy kapanina biedna,
Sił ostatkiem pusząc się w ostatnim dreszczu...
Lecz cóż? Spójrz: na drucie jeździ kropla jedna.
Już ją wróbel strząsnął. Już po całym deszczu.

 

Z tomiku Wiersze dla dzieci (1954)


STROFY O PÓŹNYM LECIE

         1

Zobacz, ile jesieni!
Pełno, jak w cebrze wina,
A to dopiero początek,
Dopiero się zaczyna.


         2
Nazłociło się liści,
Że koszami wynosić,
A trawa jaka bujna,
Aż się prosi, by kosić.


         3
Lato, w butelki rozlane
Na półkach słodem się burzy.
Zaraz korki wysadzi,
Już nie wytrzyma dłużej.


         4
A tu uwiędem narasta
Winna, jabłeczna pora,
Czerwienna, trawiasta, liściasta,
W szkle pękatego gąsiora.


         5
Na gorącym kamieniu
Jaszczurka jeszcze siedzi.
Ziele, ziele wężowe
Wije się z gibkiej miedzi.


         6
Siano suche i miodne
Wiatrem nad łąką stoi.
Westchnie, wonią powieje
I znowu się uspokoi.


         7
Obłoki leżą w stawie,
Jak płatki w szklance wody.
Laską pluskam ostrożnie,
Aby nie zmącić pogody.


         8
Słońce głęboko weszło
W wodę, we mnie i w ziemię,
Wiatr nam oczy przymyka.
Ciepłem przejęty drzemię.


         9
Z kuchni aromat leśny:
Kipi we wrzątku igliwie.
Ten wywar sam wymyśliłem:
Bór wre w złocistej oliwie.


         10
I wiersze sam wymyśliłem.
Nie wiem, czy co pomogą,
Powoli je piszę, powoli,
Z miłością, żalem, trwogą.


         11
I ty, mój czytelniku,
Powoli, powoli czytaj,
Wielkie lato umiera
I wielką jesień wita.


         12
Wypiję kwartę jesieni,
Do parku pustego wrócę,
Nad zimną, ciemną ziemię
Pod jasny księżyc się rzucę.

 

Z tomiku Rzecz Czarnoleska (1929)


RAZ, DWA, TRZY

Raz!
Pierwsza rzecz - to wstawać rano!
Dwa!
Kto o krzepkie zdrowie dba,
Ten się długo myje co dzień
Mydłem, szczotką w zimnej wodzie,
Pluska, pryska, parska, rży!
Trzy!
Trzyj ręcznikiem suchym ciało,
Żeby aż poczerwieniało.
Spraw mu, bracie, mocne wciery,
Aż we krwi poczujesz skry!
Raz - dwa - trzy!
Cztery!
Gdy chcesz czerstwej nabrać cery,
Żywym, bystrym być jak rtęć,
Wiedz, że sprawią to spacery!
A codziennie rano:
Pięć!
Musisz się gimnastykować!
Ciało w ruch rytmiczny wprowadź,
Ćwicz je prężnie i miarowo,
Bo to pięknie, bo to zdrowo,
A dopiero potem:
Sześć!
Jeść!

Z tomiku Julian Tuwim dzieciom (1990)


WSZYSCY DLA WSZYSTKICH

Murarz domy buduje,
Krawiec szyje ubrania,
Ale gdzieżby co uszył,
Gdyby nie miał mieszkania?

A i murarz by przecie
Na robotę nie ruszył,
Gdyby krawiec mu spodni
I fartucha nie uszył.

Piekarz musi mieć buty,
Więc do szewca iść trzeba,
No, a gdyby nie piekarz,
Toby szewc nie miał chleba.

Tak dla wspólnej korzyści
I dla dobra wspólnego
Wszyscy muszą pracować,
Mój maleńki kolego.

Z tomiku Julian Tuwim dzieciom (1990)


TEOFANIA

Idziesz! Przeczuwam Ciebie! Jak daleka łuna
Czerwieni się olbrzymia moc błyskawicowa!
Widzę cię, święta moja wizjo złotostruna!
Widzę cię – świtasz - idziesz, o Poezjo Nowa!

Choć nie dostrzegłem jeszcze Twojego oblicza,
Z którego Bogiem tryśnie wieków treść ukryta,
Wiem, że będziesz szalona, będziesz tajemnicza,
O Duszo, która idziesz, w której przyszłość świta!

A będzie ci na imię groźnie, twórczo: "Jestem"!
Obejmiesz sobą wszystko, tyrańska, potworna!
I objawisz się światu - Ognia Manifestem:
- Przyszłam po sny szaleńców, ksieni niepokorna!

Z tomiku Czyhanie na Boga (1918)


STROFY SZALONE

I

A choćbyś nawet zapomniała
To, czego nie ma i  nie było -
- Ja będę roić marzeń siłą,
Że ci mówiłem, żeś wiedziała!

I że pamiętasz mnie, że kochasz
I że ci serce rwie tęsknota,
I że żal tobą, jak mną, miota,
I że jak ja po nocach szlochasz!

Choć wiem, że nie jest tak – miast złamać
Serce, chcę kłamem je ukoić!
I wolę sercu pięknie kłamać
Niż je ohydną prawdą poić.

Z tomiku Juwenilja. 1 (1990)


RANYJULEK!

         Kazimierzowi Wierzyńskiemu

Powinienem z wiatrami po ulicach się włóczyć,
W tłoku miast, podchmielony, najradośniej się chwiać,
Od andrusów, dryndziarzy powinienem się uczyć
Gwizdać, kląć, pohukiwać na psiakrew i psiamać!

Od rynsztoka do ściany zygzakami się toczyć,
Ranyjulek! swobodny, bezpański, jak pies!
Sińce łapać na słupach, w zbiegowiskach się tłoczyć,
Na parkany wdrapywać się wiosną po bez!

I kapelusz dziurawy liliowemi kwiatami
Na swą chwałę ustroić i na chwałę swą chlać,
I znów, w kwiatach się włóczyć po ulicach z wiatrami,
Podnieś łeb, gwiazdy łykać i na nogach się chwiać!

Z tomiku Sokrates tańczący (1920)


ŻONA

Mąż jest tuman, marnotrawca, leń.
Stoi przy oknie lub biega po mieście przez cały dzień.

Patrzy, patrzy, na tramwaj, na śnieg,
Gwiżdże i mruczy, kręci się, szuka jak szpieg.

Książki czyta, przerzuca za tomem tom,
Książek, foliantów dziwacznych pełen dom.

Mówi mętnie, nerwowo. Śpieszy się wciąż.
O czem tak ciągle myśli i co tak szepce mój mąż?

Wieczorem pije wódkę. Jestem zła.
W oczach, w oczach kochanych pijana mgła.

W oczach, w oczach kochanych mgła... mgła....
Ale on klęka przede mną i oczy zamyka,
I wtedy rozumiem słowo: JA.


Z tomiku Siódma jesień (1927)


SKŁADNIA

In nova fert animus mutatas dicere formas Corpora.
                                              
Owidiusz

Mowa --- majowa, słowa --- jak wiosna,
Toczy się nowa składnia radosna.


O, Venus wiosno bogini naga,
Deszcz ciepły mocno ciało twe smaga,
Śmiejesz się naga echem wesołem,
Jeszcze się zmaga słowo z żywiołem.

Zdaniem plecionem pasmami nakrzyż,
Okiem widokiem wzorzyście patrzysz,
Co się mówiło, to się uwiło,
Wieńcem łańcuchem w mowę wstąpiło.

Prosta nauka, nie tajemnica,
Śpiewa ze szczęścia słodka Rodzica,
Tworząca Łada zdźwięki układa,
Składni radosnej rzęsiście rada.

Chwycisz splot prężny jak warkocz gruby,
Tobie ten strumień, poeto luby!
Wężem przez serce, światłem przez oczy,
Krzykiem żywotnym w dzieje się wtoczy.

 

Z tomiku Rzecz Czarnoleska (1929)


STÓŁ

Wyrosło w lesie drzewo potężne,
Twarde, wysmukłe i niebosiężne.

Raz przyszli drwale, drzewo zrąbali,
Bardzo się przy tym naharowali.

Potem je konie na tartak wlokły,
Tak się zziajały, że całe zmokły.

Na tym tartaku warczące piły
Tak drzewo cięły, że się stępiły.

Kupił te szorstkie listwy i deski
Stolarz warszawski, Adam Wiśniewski.

Adam Wiśniewski, nie lada majster.
Wziął piłę, młotek, hebel i klajster.

Mierzył, heblował, kleił, sposobił,
Zbijał, malował, wreszcie stół zrobił.

Tyle to trzeba było mozołu
Dla sporządzenia jednego stołu.

Z tomiku Julian Tuwim dzieciom (1990)


Partnerzy