Łódzkie Czyta

WIERSZ TUWIMA NA DZIŚ

Codziennie jeden wiersz Tuwima.

BURZA I BZY

Burza chrabąszczów w błyszczących bzach!
Kto wylągł chrabąszcze? Burza.
Piorun, jak sztylet zaryty w piach,
Stygnie i syczy: "Użas!"...

Ktoś widać niebu ogień chciał skraść,
Lecz, oślepiony srebrzyście,
Prądem rażoną otworzył garść
I rtęcią opryskał liście.

Z tomu Dzieła. 2 (1955)


JESTEŚ ZNOWU

Jesteś znowu! Mój Boże! Jak mi serce bije!
Jak mi się wzrok owiośnił! Jak świat rozradował!
Tylem nocy Cię w snach, nazbyt krótkich, całował!
Tylem dni dzień ten tęsknił, co przyszedł i żyje!

I jest! O teraz właśnie! Jest ten dzień powrotny,
Wypłakany, kochany nowy dzień spotkania,
Dzień wszystkiej mej nadziei, całego czekania,
Gdym Cię piastował w sercu, stęskniony, samotny!

I jakże to wypowiem? I jakiemu słowu
Powierzę ową radość, drżącą, niespodzianą,
Że obudzę się jutro z duszą rozkochaną,
Z uśmiechem szczęścia w ustach: "Jesteś! jesteś znowu!"

                                   12 VIII 1915

Z tomiku Sokrates tańczący (1920)


SZOFER I GOŚĆ

Zatoczyłem się ulicą szeroką
I do auta: „Niech pan jedzie…” I nie wiem,
Nagle nie wiem po prostu, dokąd.
„Wszystko jedno. Niech pan jedzie niebem”.

Szoferowi pijak nie nowina,
Spojrzał w rynek gwiaździsty nad miastem:
„Dobra jest!” – Wielkie skrzydła rozwinął
I jak wyrwie w kawalerską jazdę!

Pędzi auto po zawrotach nieba,
Archanielsko trąbi na zakretach,
A gość senny kiwa się i śpiew
Niepojęte dla szofera lamenty.

Śpiewa tak: „Z mego okna w ziemskim domu
Srawek nieba widać szary i wąski
I marznące na nim nieruchomo
Czarne marcowe gałązki”.

I tak jeszcze śpiewa: „Czegoż więcej
W ziemskim domu człowiekowi trzeba?...
(Śpiewa płacząc, załamując ręce)
… Prócz gałazki i kawałka nieba?”

„Ach, mój Panie (spiewa), ja tę strofę
Tobie, Panie, do Twojej melodii…”
- A to gość mi się trafił – mruczy szofer -
A to gość… Do szofera się modli…


Z tomu Dzieła. 2 (1955)


KARCZMA

Na rozstaju karczma stara.
Pijane chłopy w izbach huczą,
Grzmi muzyka jednostajna
Echem smętnym…
To rozpacza, to zawodzi,
Jęknie rzewnie, targnie struną
I znów pędzi, znów wiruje,
Obłęd sieje, goni, goni,
W obłąkańczy śmiech uderzy
I przystanie… ciszej, ciszej,
Zamrze smutnie dźwięk ostatni,
Gwar go zgłuszy, lęk go zdusi,
Zamrze, jęknie, skona cicho,
By znów huczeć…

Gwarno, szumno… jedzą, piją,
Dziwny czas, dziwna noc,
Zła godzina! Ciemna moc!
Lęk i strach! Będzie źle…
Karczma płacze, karczma szlocha,
Ciosek biada i zawodzi,
Strach w komorze, lęk się kłębi
Coraz szerzej, coraz głębiej,
Bo to noc, noc wiedźm i Złych…
Huczy ciosek: bum–cych-cych… (…)

            Szkic napisany 10 sierpnia 1911 roku
            w inowłodzkiej karczmie…

Z tomiku Juwenilia. 1 (1990)


PROŚBA

                Wiersz namiętny

Przyjdź do mnie o moja miła!
Zostaniesz u mnie do rana…
Nie powiem, żeś u mnie była,
Nie bój się moja kochana…

Przyjdx do mnie – w bluzce jedwabnej,
Białej i nocą pachnącej…
Swe wargi – w uśmiech powabny
Na całus złóż mi gorący…

Spójrz na mnie, o moja droga,
Namiętniej od objęć ogni!
Kobieca w Twych oczach trwoga,
Ach, sennie ciało przeciągnij!

Spójrz na mnie, o moja miła,
I przymruż wilgotne oczy,
Jak wtedy żeś przymrużyła:
W objęciach  - moich i nocy.

Siądź przy mnie – powiesz mi wszystko
Oczyma – że krew Ci pała!
Siądź przy mnie, siądź przy mnie blisko,
Bym ciepło czuł twego Ciała…

I nagle, o moja gibka,
Rękoma otul  mi szyję,
Niech rozkosz nagła i szybka,
Me ciało – dreszczem przeszyje!

I wtul się we mnie! I usta
Całuj kobieco i chciwie!
Niech nasa smutna rozpusta
Niewinnie przetrwa, szczęśliwie…

Ach, całuj! Dziko – bezładnie,
Aż usta słodko osłąbną,
Aż z warg Ci – krwi kropla spadnie
Na białą bluzkę jedwabną…


 Z tomiku Juwenilia. 2 (1990)


JELEŃ

Stuk po lesie, a nie dzięcioła
I nie siekier, a stuk po lesie:
Mglisty jeleń na tacy czoła
Stukające gałęzie niesie.

Są świecące i są harfiane,
Są o drzewa potrącające.
Chodźcie, leśni parafianie,
Za jeleniem do kościoła.

Wystukani z sennych oparów,
Budzą się starzy drzewodzieje:
Szaromary, widma konarów,
Nieistoty płyną przez knieje.

Wielki ołtarz za wodą błyska,
Poklękały dymiące mgliska.
I już trzepot i zgiełk się pieni
Na kwitnącej harfie jeleniej.


Z tomu Dzieła. 2 (1955)


WIETRZYK

Nad wodami trwożne sprawy:
Wietrzyk wieje.
Nad wodami wielka cisza.
Jestem sam.
Znów nieżywy, znowu nie wiem,
Co się dzieje,
Nieruchomy, zapatrzony,
Trwam.
Już tak było. Ten niepokój i nadzieję
Z dawna znam.

Coś się stanie nad wodami.
Moc truchleje.
Już tak było – przed ogromnym
Pierwszym dniem.
Na głębinach twarz widnieje.
Wietrzyk wieje.
Wieczność wraca niedośnionym
Snem.
Nie wiedziałem, jak zacząłem swoje dzieje.
Teraz wiem.

Z tomu Dzieła. 2 (1955)


SZCZĘŚCIE

         Kazimierze Iłłakowiczównie

Ukąszonemu w serce najłaskawszym żądłem:
Szczęściem — posłuchaj, jakiem: prawdziwem! prawdziwem!
Więc: legendą na co dzień, więc poezji dziwem,
Tak pewnym, jak kalendarz, a jak tętno ciągłym.

Dalej: owocem światła, po ziemsku okrągłym,
Wypełniającym żywot, jak płód miłościwy,
A jeszcze dodaj uśmiech, ukryty a tkliwy,
Z jakim absurd istnienia chłonę ciałem żądnym -
Więc cóż ukąszonemu pocałunkiem bożym
Więcej szczęścia przysporzy, dalszą dal otworzy,
Gdy już wszystko wymodlił i we wszystkiem wytrwał?

Gwiazdy? Co dzień w nich brodzi jak w wysokim śniegu.
Spokój? Jest czas na spokój w wieczystym noclegu.
Więc co? Modlitwa. O co? Nie wiem. Lecz modlitwa.


Z tomu Dzieła. 2 (1955)


JAGNA

1

Praży słońce such epole,
Idzie Jagna rwać kąkole.
A z kąkolów wianek splecie
I na krzyżu złoży kwiecie.
„Za mój grzech, za wstyd panieński,
Weź to Jezu Nazareński!”
I zaśmieje się, zabluźni…
Kara, myśli, przyjdzie później,
A tu słońce praży, piecze,
Cosik Jagnę w zboże wlecze,
Spojrzy, kiwnie za opłotki:
„Chodź-sam Kuba!”… I ciągotki
Przegorące Jagnę chwycą…
…Idzie Kuba za grzesznicą.

Z tomiku Juwenilia. 2 (1990)


POKAŻ SIĘ Z DALEKA

Pokaż się z daleka,
Choćby z najdalszego,
(Choćby - o sto kroków...) -
Jakoś się dowlokę,
Widmo i kaleka,
Do witania twego!

Pokaż się! Dopełznę
Przez ten bezmiar ziemi,
Trawy się czepiając,
Wiatru i kamieni.
Dale wy bezbrzeżne!
Dale niebosiężne!
Krzyczeć będę z trwogi,
Modlić się śród drogi,
Konać - a dopełznę!

Tak dopełza żołnierz
Do figury świętej...
Za żołnierzem - ciurkiem
Krwawy strumyk kręty...
Blisko już, bliziutko,
Zaraz koniec męce:
Już Madonna Polna
Wyciągnęła ręce.

Z tomu Dzieła. 2 (1955)


Partnerzy