Łódzkie Czyta

WIERSZ TUWIMA NA DZIŚ

Codziennie jeden wiersz Tuwima.

MUZYKA

Forma, twórcza mistrzyni wewnętrznych przebłysków,
Nieuchwytnych zrozumień genialna rzeźbiarka,
Sama siebie wyprzedza, i myślą się staje,
Ogląda się za sobą, znów do siebie wraca.

Tedy – w ruchu powrotnym, w żądzy zespolenia
Ponownego, znów straca się z swym pierwowzorem
I znów ucieka naprzód, i znowu powraca,
Fosforyzując myślą o czymś, co jest sobą.

                   3.VIII 1915

Z tomiku Juwenilia. 2 (1990)


DALEKI TYGRYS

Stąd nie widać, oczywiście,
Tu nie słychać, naturalnie,
Jak się tygrys chytry skrada
Brnąc w gęstwinie tropikalnej.

Kiedy prężny, czarnopręgi
Rozdrapuje leśne sieci
I leniwy od potęgi
Śród zieleni złotem świeci.

Błyski tam i chrzęst, i pomruk,
I chmarami darte liście,
Ale tego stąd nie widać
I nie słychać oczywiście.

Tutaj cisza, tutaj spokój,
Drzwi na rygiel, w oknach wata,
Cztery kąty i ja piąty,
I papieros, i herbata.

Tutaj błogość, tutaj drzemka,
Jasne wczoraj, szare dzisiaj,
Tylko czasem mi po ciemku
Błyśnie podskok krwi tygrysiej:

Że przyczaił się i skoczył
W tej sekundzie, właśnie teraz!
A ty dziwisz się, że oczy
Niespokojne miewam nieraz.

A ty dziwisz się, że czasem
Drgnę, przeszyty prądem nagłym,
A ty pytasz się, dlaczego
Tak zatrząsłem się i zbladłem!

Z tomiku Treść gorejąca (1936)


GODZINY

Nie śpię o pierwszej, o drugiej, nie śpię o trzeciej, o czwartej.
Noc ma oczy otwarte, ja mam oczy otwarte,
Wpatrujemy się w siebie upartymi oczyma,
Kto kogo wzrokiem powali,
Kto
Kogo
Przetrzyma.

O drugiej wziąłem alonal, o trzeciej wziąłem weronal,
Szarą chemią obłędu szumię, retorta szalona,
Modliłem się o trzeciej, przekląłem cię o czwartej,
Przy moim heinowskim tapczanie rozpacz sprawuje wartę.
Piąta galopem serca z trudem szóstej dopadła,
Mżąca za oknem ciemność pobladła w chwiejne widziadła.
O siódmej – śmierć bełkocąc, na pamięć nauczoną -
Montował rywal nocy huśtawkę z szelek skręconą.

Z tomiku Treść gorejąca (1936)


RUCH

Wstali, chodzą. O, jak uroczo!
Oto zdarzenia. Nie wiem po co.

Chodzą, idą. W sprawach idą.
Przyjdą, załatwią i znowu wyjdą.

Wstali, iżby. Chodzą, ażeby.
Oto cele. Oto potrzeby.

Idą prędko po mieście Warszawie.
O, jak uroczo! O, jak zabawnie!

Kroki po liniach. Myśli w głowie.
Nakręcony, ruchomy człowiek!

Rusza się, żeby. Idzie, aby.
Obywatel miasta Warszawy.

On dla wszystkich. Wszyscy dla niego.
O, jak śmiesznie! Bo nie wiem, dlaczego.

Z tomiku Treść gorejąca (1936)


W NOCY

Obudzony w środku życia,
jak aptekarz w środku nocy,
patrzę, jeszcze snem nalany,
w twoje oczy natarczywe.

Słucham, jeszcze snem szumiący,
prośby prostej a nieziemskiej,
niebezpiecznej jak recepta
pijanego niedouka.

Jakże można bez pukania,
prosto w serce i tak głośno,
kiedy tutaj same szepty
suchych ziół i somnilingwy.

A w pokoju, skąd wyszedłem
obudzony w środku życia,
czarny krzyż na wapnie ściany,
Tacyt, zegar i nieszczęście.

Niechaj już dośnię, niech dośpiewam
tristia noctis taciturnae,
co tik-takiem potakują
starej wierze, księgom starym.

Więc nie buntuj trucizn w butlach,
taflą lśniących idealną.
Noc, powiadam; świat zamknięty;
nie budź smutnych do radości.

Zerwij z nocy liść księżyca,
otul serce martwym blaskiem,
a ja swoje będę szeptał,
zapadając w somnilingwę.

W somnilingwę, w somniferę,
w nieruchomą otchłań trwania;
i tak usnę, zapatrzony
w czarny krzyż na białej ścianie.

Z tomiku Treść gorejąca (1936)


DO PROSTEGO CZŁOWIEKA

Gdy znów do murów klajstrem świeżym
przylepiać zaczną obwieszczenia,
gdy "do ludności", "do żołnierzy"
na alarm czarny druk uderzy
i byle drab i byle szczeniak
w odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
że trzeba iść i z armat walić,
mordować, grabić, truć i palić;
gdy zaczną na tysięczną modłę
ojczyznę szarpać deklinacją
i łudzić kolorowym godłem,
i judzić "historyczną racją",
o piędzi, chwale i rubieży,
ojcach, pradziadach i sztandarach,
o bohaterach i ofiarach;
gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
pobłogosławić twój karabin,
bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
że za ojczyznę - bić się trzeba;
kiedy rozścierwi się, rozchami
wrzask liter z pierwszych stron dzienników,
a stado dzikich bab - kwiatami
obrzucać zacznie "żołnierzyków" –


- O, przyjacielu nieuczony,
mój bliźni z tej czy innej ziemi!
wiedz, że na trwogę biją w dzwony
króle z pannami brzuchatemi;
wiedz, że to bujda, granda zwykła,
gdy ci wołają: "Broń na ramię!",
że im gdzieś nafta z ziemi sikła
i obrodziła dolarami;
że coś im w bankach nie sztymuje,
że gdzieś zwęszyli kasy pełne
lub upatrzyły tłuste szuje
cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj, broniąc swej krwawicy:
"Bujać - to my, panowie szlachta!"

 

Z tomiku Biblia Cygańska i inne wiersze (1933)


PRZECHODZIEŃ

Słowik świdrem zawziętym ciął,
W noc się wkręcał, klaszczący w listowiu.
Tyś go słuchał i z trwogą i z czcią,
Z miłą wiarą, że dowierci się nowiu.

I wybłysnął draśnięty nów!
Ach, i cóżeś mi narobił? Co mi wyśnił?
W księżycowe mrowisko snów
Kij wsadziłeś, przechodniu lekkomyślny!

Teraz ulecz, nie odchodź, stój,
Bo słuchając majowej muzyki,
Pomyśl, pomyśl, straszny cieniu mój,
O co wszystko będę prosił słowiki?!

Z tomiku Biblia Cygańska i inne wiersze (1933)


WSPOMNIENIE RZYMU

Gromowładyko Dzewsie!
Czas uderzyć! Odezwij się!
Widzisz ten dumny, kościelny tum?
Ogniem i orłem wznieś się
I krąż, praojcze, i szum!

W krętym, górzystym Rzymie
Czai się grzech starodawny.
Lotem ogromnym na gwiaździstym niebie
Imię swe napisz, gromodzierżawny!

Dzewsie, ognisko kary,
Tryśnij złotymi żądłami
Błyskawicowych żmij!
Zatrząsł się rzymski wikary.
Zjaw się nad nami!
Ogniu i orle, grzmij!

Z tomiku Biblia Cygańska i inne wiersze (1933)


TEMAT

Sypkim puchem z rozprutej pierzyny podniebnej
Wyfrunęły, kołując, lotne śnieżne płatki.
I o tem wiersz napisać? Choć miły, choć gładki,
Lecz z łaski nieproszonej, bo komu potrzebny?

Może, gdybym miał synka, dziecko zabobonne,
Pierwszym strachem wpatrzone w śnieżycę zawiłą,
Napisałbym dla niego tę nieprawdę miłą.
A tak – lepiej przemilczeć. Popatrzę. Zapomnę.


Z tomiku  Biblia Cygańska i inne wiersze (1933)


JAK TO BYŁO

Nie było „bladego księżyca”,
Gdym ujrzał twą postać dziewczęcą,
Nie spoglądałem ci w „lica”,
Lecz w twą twarzyczkę dziecięcą.

I nie „ściskałem” ci „dłoni”,
Lecz rączkę lekko trzymałem.
Nie było „róż” na twej „skroni”…
Ja tylko milcząc patrzałem.

Nie „mdlały trele słowika”,
Nie było „splotów warkoczy”,
Nie „grały szmery strumyka”…
Jam tylko patrzał w twe oczy.

Nie „śniłem”, że „wzrok twój odgadnie”,
Jak „miłość ma targa mnie szałem”.
Było tak dobrze, tak ładnie,
A ja patrzałem, patrzałem…

Nie „stąpał” nikt „w muraw kobiercu”,
Nie było „ kocham, kochałem”,
Nic nie mówiłem o „sercu”,
Tylko patrzałem, patrzałem…

Z tomiku Juwenilia. 1 (1990)


Partnerzy