Łódzkie Czyta

WIERSZ TUWIMA NA DZIŚ

Codziennie jeden wiersz Tuwima.

GAŁĄŹ

Gałązeczka zawsze się chwieje
W sposób nigdy nie opisany
(I wiatr może dlatego wieje,
Ze dźwiękami rozkołysany?)

Dzisiaj jedna, osypana różowo,
Prężnym łukiem do szyby przylgnęła:
"Otwórz okno, wpuść kwitnące słowo",
Lgnęła, gięła, mówić zaczęła.

Otworzyłem - uderzyła światłem,
Światem, kwiatem - i w powietrzu pisze
l wiatr za nią, i wiersz za wiatrem!
Co za wiersz! Pierwszy raz taki słyszę!

Zielonego nie miałem pojęcia,
A tu samo, nieproszone, do pokoju,
I kołysze różową pamięcią,
I nakwieca samotność moją.

I stokrotnie obfita i mokra
Rośnie szeptem coraz silniejszym,
Pachnąc głośno, ciągnie od okna
W ramię, w pióro, we wnętrze wierszy.

Za dyskretną idąc dyrygentką
Dźwięczność świata dygoce giętko
I nad wierszem różowością trzęsie
Ponad wszelkie zielone pojęcie.

Z tomiku Treść gorejąca (1936)


O CHORYM SYNKU

Płakała nad nim matka
I płakał ojciec stroskany:
- Ach, nie opuszczaj-że nas,
Syneczku nasz kochany!

Załamywali dłonie,
Płakali trzy godziny:
- Podporo naszej starości,
Syneczku nasz jedyny!

A synek bredził strasznie
O morzu z okrętami,
A ci błagali, szlochali:
- Ach, zlituj się nad nami!

Ale nic nie pomogło,
Wciąż bredził strasznie i cudnie,
Aż umarł synek maleńki,
Umarł w samo południe.

Ach, nic pomóc nie mogło!
Upadli, krzycząc, na łóżko!
(Zbyt smutno było na świecie
Na jedno małe serduszko).

Z tomiku Sokrates tańczący (1920)


PRÓBA

Zostawcie mnie, Już dosyć. Już dosyć wszystkiego.
Nie wiem nic. Chodzę, patrzę… Trwam. Pamiętam wiele.
Nazywam świat. Bez echa, bez celu żadnego.
Wszystkie jutra przyszłości – oto moje cele.

Uparłem się i milczę. Czekam bez nadziei.
Różnie jest: myśli, drgnienia… Wiecznym kołowrotem
Będą przychodzić jutra w niezmiennej kolei,
Aż jedno z nich nie przyjdzie. Wiem. Pamiętam o tem.

Jest. I o  nic nie pytam. Dosyć. Trwam z uporem.
Już odejdźcie. Ku sercu dłoń zmęczona kłonię…
Tylko Ty zostań przy mnie… Słuchaj: dziś wieczorem
Na mych oczach wygasłych połóż jasne dłonie.

Z tomiku Sokrates tańczący (1920)


NASZA MĄDROŚĆ

Jakże ja cię będę uczył tej mądrości?
Myśmy ludzie cisi, myśmy ludzie prości.

Myśmy ludzie prości, ludzie nieuczeni,
Słowem-ogniem wszczęci, słowem-ogniem chrzczeni.

Splotem słów chwytamy tajnię w śpiewnym rymie,
U nas kwiatu - słońce, słońcu - kwiat na imię.

Lecz w naszej mowie, w tym przedziwnym dziwie,
Świat się tak nazywa, jakim jest prawdziwie.

Bez ksiąg i bez nauk, lecz w zadumie niemej,
My jedyni jeszcze coś-niecoś tu wiemy:

O tych chwilach nocnych, co w bezkresy biegną,
Gdy widzimy cienie nie wiadomo czego.

Zawsześmy na ziemi jednakowo młodzi,
U nas po ogrodzie jasny Zwiastun chodzi.

I do samej śmierci oddajem w pokorze
Bogu co cesarskie i Bogu co boże.

Z tomiku Sokrates tańczący (1920)


SYMFONIA O SOBIE

I
       Maestoso

Hej - - - ! Wiatr – wiatr – wiatr –
Hej - - - ! Dmie – dmie – dmie-
Dmie prosto w twarz,
Wieje, wionie, owiewa,
Jak prąd ożywczy zalewa,
Orzeźwia, ochładza, jak fale,
Wiatr – wiatr – wiatr –
Idzie człowiek naprzeciw wiatrowi,
Idzie Młody po szumnej ulicy,
Zdjął kapelusz i idzie swobodnie,
Idzie człowiek naprzeciw wiatrowi,
Śród miliarda „człowieków” – jedyny,
Bowiem imię ma swoje i wygląd
I nikt w świecie nie jest taki sam!
A nazywa się na imię Julian,
A po ojcu i po dziadach Tuwim,
Więc to ON jest, ON, a nie kto inny!
Duże kroki robi, kroki pewne,
Czuje zgięcia lekkie w nóg przegubach,
Lewą rękę wcisnął do kieszeni,
Prawą ręką trzyma kij drewniany,
I opiera się na twardym kiju,
I tak idzie, idzie sobie naprzód,
I rozwiewa mu wiatr ciemne włosy
I do siebie się ten młody śmieje,
Że tak idzie, idzie sobie naprzód,
Że tak dmie mu w twarz rozweseloną
Wiatr – wiatr – wiatr …
(…)

 

Z tomiku Czyhanie na Boga (1918)


ZBRODNIA

         Poświęcam Marii Pawlikowskiej

Mówili jej, lilja,
Śpiewali: lilija,
A to była nimfa,
Biedna Ofelija.

Chcesz, bym Nocą nazwał
Ofeliję biedną?
Mogę Nocą, Zorzą,
Bo to wszystko jedno.

Chcesz, żeby na stawie,
Na liściu szerokim?
Proszę, niech nią chwieje
Zzieleniałem okiem.

Chcesz – niech będzie muzą
Ofelija miła,
Bo to wszystko jedno,
Jeśli wiosną była.

Wietrzyk nad nią modry,
Jak obłoczek miodny,
A o zmroku oddech
Chłodnej zieli wodnej.

Przyszła do mnie nocą,
Siadła u wezgłowia:
Zaszumiały bory,
Ciemny wiater powiał.

W zawrót ją wkołysał
Przepaścisty wiszar,
Wołała, płakała,
Nikt jej nie usłyszał.

Ale po tej nocy
W poezyjne rano
W wierszu ją znalazłem
Zasztyletowaną.

Śliczna, moja, wieczna,
Sedno mego sedna,
Pierwsza i konieczna
Ofelijo biedna!

Dymi się kałuża
Krwi jasno-zielonej,
Zwłoki zasłoniłem
Weselnym welonem.

Komu ja to śpiewam?
Komu dzwony biją?
Widmo przeraźliwe,
Straszna Ofelijo!

Z tomiku Biblia Cygańska i inne wiersze (1933)


SKWAR

Było raz bardzo gorąco. Nieruchome, nagrzane powietrze. W najsroższy
upał leżałem w słońcu, lubując się okrucieństwem żaru. Pustka.
     Przybiegła do mnie zdyszana. Widziałem, jak bije serce jej pod białą
bluzką. Widziałem wspaniałą szerokość biódr, spływających półokrągłą
linią w kształtne, krzepkie nogi. Gorąco, gorąco, moja Ty młoda,
zagorzała, kochana!
     Co się stało? - Co robisz? - Uspokój się... Słuchaj... przecież---! Och,
upalne, straszliwe pieszczoty! Obłędne, skwarne oddanie! Stepy w oczach
zamgławionych! Dyszące szybko piersi! Niesprawiedliwa wściekłość, co
żąda nazbyt już wiele rozkoszy od naszych rozkochanych w sobie ciał w
ten upał lipcowy!

Z tomiku Czyhanie na Boga (1918)


WIECZÓR

Dziewczyny anemiczne, blade,  jak wspomnienia,
Z pod długich rzęs przelotne rzucają spojrzenia.

I wolno, krok za krokiem, stąpają niepewne,
Szepcąc blademi wargi słowa modlitewne.

I znużone swej własnej wątłości słodyczą,
Cicho sobie nawzajem dobrej nocy życzą.

Z tomiku Czyhanie na Boga (1918)


MELANCHOLIA STOJĄCYCH PRZY ŚCIANIE

Miasto też ma smutek, też ma zadumanie:
Są w nim dziwni ludzie, co stoją przy ścianie.

Stoją z pochyloną na bok głową ludzie,
Może są zmęczeni, może śnią o cudzie.

Stoją nieruchomi, w jeden punkt wpatrzeni,
Szarzy, jak szarzyzna śródmiejskiej przestrzeni.

Patrzą tępo, szkliście, jakby bez pamięci...
Nie budźcie ich nigdy: to są ludzie święci.

Święci, chociaż drzemią bezmyślnie pod płotem.
Oni nic nie wiedzą, ale ja wiem o tem.

Z tomiku Czyhanie na Boga (1918)


PIJAK RADOSNY

Upiłem się tobą, słońce,
W dzień gorący, w dzień lipcowy!
Teraz pijany jestem, słońce,
Idę w dal, idę na łowy!...

Chłonę woń z pól złotych, słońce,
Piję słodycz z wszystkich kwiatów,
Słucham ptaków i drzew, słońce,
Śmieje mi się rzeka, słońce,
Mnie, odkrywcy pięknych światów!...

Jestem pijany twa rozkoszą,
Jestem pijany twym gorącem,
Jestem pijany całym słońcem!
Każdym błyskiem i promieniem!
Jestem pijany każdym kwiatem,
Każdym makiem i bławatem,
Każdym drzewem, każdym ptakiem,
Każdą trawką, każdym krzakiem!...
Jestem pijany! Słońce, słońce!
Ha! Ha! Wielkie, złote słońce!

                     Inowłódz 1911

Z tomiku Juwenilia. 1 (1990)


Partnerzy