Łódzkie Czyta

WIERSZ TUWIMA NA DZIŚ

Codziennie jeden wiersz Tuwima.

***

Z okruszynami młodości - co robić? Rozrzucić ptakom?
Można i ptakom rozrzucić, można i w słowa powkładać.
Odfruną, uradowane, żeby po nowe powrócić,
Wrócą - i słowa, i ptaki - nadzieją skrzydlate jednako.

A co im powiesz? Że nie ma! Że nie ma, powiesz biedakom.

Uwierzą? Nie, nie uwierzą. Do późnej, pochmurnej nocy
Będą za oknem czekać, skrzydłami w szyby uderzą
I padną, martwe i wierne. Ptaki i słowa jednako. 

Z tomiku Dzieła.2 (1955)


GAWĘDA RYMOWANA O OJCU I SYNU O DWÓCH MIASTACH I STAREJ PIOSENCE

W mieście Łodzi, czterdzieści lat temu,
Pewien ojciec synkowi małemu
Miasto Paryż rysował na stole.
Najpierw rzeki szerokie półkole
Na serwecie paznokciem zataczał,
Wyżej, krążkiem, Etoile naznaczał
I w bok kreskę. Tą kreską się szło
Na róg rue Tilsit i avenue Carnot.
Tutaj mieszkał. Stąd spacer zaczynał.
I prowadził wpatrzonego syna
Przez wybrzeża, bulwary i place,
Pokazywał kościoły, pałace,
Tu Notre-Dame, tu Concorde, Ivalides,
Tu Montmartre... Ale czas do spoczynku,
Więc na rogu Carnot i Tilsit
Zatrzymywał się. Dosyć. Spać synku.
Ojciec kładzie na Paryżu rękę
I, palcami bębniąc, po nim chodzi.
Chodząc, śpiewa pewną starą piosenkę,
Którą przywiózł z Paryża do Łodzi.
Syn zasypia. Po obrusie sen się wije,
W obcych słowach plącze się i rwie:
"Allons enfants de la patrie,
Le jour de glorie est arrive..."
Słońce lampy naftowej w Sekwanie
Złotym słupem uderzyło w dno...
Tutaj będziesz na mnie czekał, kochanie
Tu, na rogu Tilsit i Carnot...

Tak zestarzał się ojciec, dumając,
Pośpiewując, Figaro czytając,
Zajadając pieczone kasztany
Na obrusie z półkolem Sekwany,
Jakby czekał na wizytę wróżki,
Co na skrzydłach zaniesie go w dal,
Z miasta Łodzi, z Alei Kościuszki,
Na Tilsit i Carnot, przy Etoile.
A syn stał się poetą, gdy podrósł,
Coraz częściej w niebo wznosił oczy,
Aż na łódzki, czarodziejski obrus
Siadł jak w bajce i na Paryż zeskoczył.
I od razu - za łódzkim staruszkiem -
W kręty ulic labirynt, jak w mit...
Wtedy w Łodzi, na Alei Kościuszki,
Ojciec był przy Carnot i Tilsit...


Czytaj więcej: GAWĘDA RYMOWANA O OJCU I SYNU O DWÓCH MIASTACH I STAREJ PIOSENCE

OGIEŃ

Bądź mi, o życie twórcze, bryłą wielościenną,
Nieubłaganie, zimno w sobie symetryczną,
Byś twarde, czyste było swą treścią niezmienną
I pełne w formie swojej harmonią mistyczną.

I bądź mi diamentowe. A gdy boskie słońce
Przeszyje cię pieszczotą złotego promienia,
Oślepiająco zalśnij, błyskami drgające,
Milionem blasków zagraj, roziskrzyj się w lśnienia!

Bo wiedz, o twórcze życie, o dziwnym diamencie,
Ścięty w czyn harmonijny swą mądrością czystą,
Że cię ocean dźwigał w rozgwiezdnym odmęcie,
A złowiłem cię - z szramą na czole ognistą.

Z tomiku Czyhanie na Boga (1918)


ONA

Kiełkował w duszy dziwny niepokój. (Przeczucia).
Ktoś grał (z moderatorem) fantazję Szopena.
- Drgnęła nagle, jak gdyby od szpilki ukłucia.
Przyszła zła zmora dziewczyn: trapiąca migrena.

I przyłożyła ręce do tłukącej skroni,
I przymrużyła oczy. I cała pobladła.
(A w uszach monotonnie, natrętnie coś dzwoni).
I podeszła powoli (śmierć... śmierć...) do zwierciadła.

Obejrzała się. Potem na chwilę stanęła.
Spojrzenie. Uśmiech nikły. (A głowę coś tłoczy).
Pięknym kobiecym ruchem stanik swój opięła.
(Uwypuklone piersi drażniły mi oczy).

Potem - podeszła do mnie. Blisko. Strasznie blisko.
(Słuchałem...) Szła woń słodka od włosów kasztanu;
Za rękę mnie ujęła... (zawrót!... pada wszystko!...)
I rzekła wolno: "Chciałam--coś--powiedzieć--panu--"

Z tomiku Czyhanie na Boga (1918)


BURZA (ALBO MIŁOŚĆ)

Zamknij pamięć, bo idzie burza,
Wiatr firanki nadyma.
Idzie burza, niebo się zachmurza
I patrzy mojemi oczyma.

Zamknij oczy, żeby noc opadła
Na burzliwe, na huczące dalekim gongiem.
Wieją firanki, jak widziadła.
Zamknij okno. Rozpacz nadciąga.

Między oknem i pamięcią – przeciągiem
Ciemne myśli, jasne oczy – a przez ulicę
Dumy szumne i żałobne chorągwie.
Zamknij życie. Otwórz śmierć. Już błyskawice.

Z tomiku Biblia Cygańska i inne wiersze (1933)


ODPOWIEDŹ

Otóż: trzeźwy do domu nie wracam.
Ty mnie zrozum, nie chcę Cię zasmucić,
Lecz katorgą jest ta moja praca:
Trzeba upić się, żeby w ogóle WRÓCIĆ.

Bo właściwie – trzeba wyjść i iść dalej,
I dom rzucić i ciebie odrzucić,
Coraz większych potrzeba oddaleń,
Coraz pewniej nie można WRÓCIĆ.

I dlatego trzeba się upić,
Żeby siebie do szczętu zapomnieć
I dopiero na schodach – oprzytomnieć,
Tak na palcach, jak ja wracam, WRÓCIĆ.

Z tomiku Biblia Cygańska i inne wiersze (1933)


OSTRY EROTYK

Składałem ci wizyty,
Okrutnie niezdobytej,
Nerwowo, gorączkowo
Bredziłem chorą mową,
Wierszami cię męczyłem,
Łamałem każde słowo,
Do krwi je w zębach gryzłem,
Dawałem rozgryzione,
Zgniecione, rozkrwawione,
Przebite każdym zmysłem:
"Patrz!"

Składałem ci wizyty,
Nieznanej, głuchej, skrytej,
Słuchały meble święte
Tyrady niepojętej,
Tyrańskiej i cierniowej,
Gwałtownej, rozedrganej.
Słuchały mojej mowy
O ustach, piersiach, szczęściu -
Nierozdrapane ściany,
Nieposzarpane łóżko,
Nierozwalony pięścią
Stół.

Tęsknotą dziś przeszyty,
Tu przy samotnym stole,
Schwytany w widm niewolę,
Na tysiąc dni rozbity,
Gromadzę te wizyty
W kłąb jeden opętany.
W nerw jeden - wszystkie rany,
Ach, dzisiaj już szczęśliwy,
Ach, dzisiaj już kochany,
Daleki i pijany
Mąż.

Z tomiku Siódma jesień (1922)


MIESZKANIE

Wszystko to jest nieprawdziwe:
Oświetlone cztery pokoje
I te sprzęty, o których mówię - moje,
I te kwiaty, o których mówię – żywe,
Wszystko to jest nieprawdziwe.
A kiedy chodzę – kroki są nie moje.
Snem zawikłanym płynę przez pokoje.

Przyniosło mnie tutaj z nieskończoności
Szare, mętne morze.
Kiedy na kanapę się położę,
Kołuje mną wielki zawrót pradawności,
Kiedy usnę – na dno opadam,
A kiedy oczy otworzę,
Ze snu do mieszkania wrywa się kaskada
Szumiącej groźnie wieczności.

Z tomiku Wiersze zebrane (1935)


***

To będzie bardzo dziwny dzień,
Kiedy cię znowu zobaczę:
Na szczęście dawne legnie cień,
Lecz serce nie zapłacze…

Przyjdzie nam pewno razem iść
Po lesie, z dala od ludzi,
Upadnie z drzewa zwiędły liść,
Lecz smutku nie obudzi.

Zaszumi wonnie leśny wiew,
Lecz nam już nic nie przyniesie,
Zwyczajnie będziem szumu drzew
Słuchali w cichym lesie…

Będziemy milcząc szli, krok w krok,
Beztrwożni i obojętni,
Aż nagle spotka się nasz wzrok
I szczęście się rozsmętni…

I już nam słodziej zacznie las
Wspominać czas ów daleki…
I znów, jak gdyby pierwszy raz,
Pokocham Cię – na wieki.

Z tomiku Juwenilia. 1 (1990)


RÓŻA

Przypatrując się jej kształtom,
Barwie, płatkom, pączkom, listkom,
nawet cierniom - myślę: gwałtu!
Jakież to, prześliczne wszystko!

Jakież to, bez skazy wszystko!
Jaka w niej perfekcja sroga,
Różo, różo, formalistko!
Różo, różo, bój się Boga!

Z tomiku Dzieła (1958) 


Partnerzy