Łódzkie Czyta

WIERSZ TUWIMA NA DZIŚ

Codziennie jeden wiersz Tuwima.

KOBIECE

Z rzeki szła wczesna. Kochała.
Chyliła szczęśliwą głowę.
Pachniała porankiem ciała,
Mydłem migdałowem.

Ciału był wieczór w rzece,
Zielony i nimfowy,
Tylko głowie w białej spiece
Nad wodą był żar miodowy.

Teraz niosła kobiece
Znużenie zakochane,
Żeńskie pełne owoce,
W toni wodnie widziane.

Niosła wiecznie kobiece
Ścieżką brzózek i cienia.
W zaroślach waliło serce
Tajnego zapatrzenia.

Pod surowym jedwabiem
Mdlały biodra brzozowe,
Ślizgało się po niej serce
Mydłem migdałowem.

Z tomiku Rzecz czarnoleska (1929)


CIEMNE NIEBO

Jak łatwo obezdomnieć
I zostać bez gwiazd nad głową!
Jak trudno, jak trudno zapomnieć
Rodzimą głąb diamentową!

Jak łatwo szczęśliwym wzlotem
W niebo miłości uderzyć!
Jak trudno, jak trudno potem
W oczy ci spojrzeć - i wierzyć.

Po wielkim, bezgwiezdnym niebie
Dokąd i pokąd mi płynąć?
Jak łatwo, jak słodko było
Za ciebie zginąć!...

Z tomiku Treść gorejąca



Z okazji Światowego Dnia Książki – myśl J. Tuwima o książkach

„Aforyzmu o książce nie potrafię niestety wymyślić. Książki kupuję, zbieram, czytam, nawet je piszę – i zanadto kocham, aby zbywać je aforyzmami.”


PROŚBA

Jedni niech będą rycerze,
Wojenne niech noszą szaty,
Niech mają miecze, puklerze...
...Inni niech będą, jak kwiaty...

Jedni niech będą za czynem,
Niech skroń laurami okręcą...
...Inni - kwitnącym jaśminem,
Inni niech cicho się smęcą...

Jedni niech walczą! Niedolę
Gnieść im potęgą swej ręki!
...Inni niech w zmierzch idą w pole
I nucą tęskne piosenki...

Lecz tych i tamtych niech bierze
Słońce dla Ducha obiaty,
Choć jedni będą rycerze,
A inni będą jak kwiaty.

Z tomu Wiersze. 2

 



IRYSY

Ciemnych irysów dostałem pęk,
Nie wiem od kogo.
Serce me drżący ogarnął lęk,
Ciemnych irysów dostałem pęk
I patrzę na nie z dziecinną trwogą:
"Co też te kwiaty przynieść mi mogą?"
- Lęk.

I list dostałem. Słowa: „Bez słów"
Jeno w nim były.
...Jak tchnienie dawnych najdroższych bzów,
Żal mi przyniosły słowa: „Bez słów"...
Śród wspominania słodkiej bezsiły
Znów mi się oczy twoje przyśniły,
Znów...

Z tomiku Siódma jesień (1927)

 


***

Sądzę, że dwa i dwa jest cztery,
tym żyję. Byt oparłem na tem.
Gdzieś może, poza naszym światem,
w wymiarach innej jakiejś sfery
spotkam się z innym rezultatem,
lecz tutaj – dwa i dwa jest cztery.

Z tomiku Antologia satyry polskiej 1944-1955 (1955) s. 250

 


DEFINICJE

Oto prawda: przynieść z ulicy
Pęk fiołków miłemu dziewczęciu.
Wszystko inne jest tajemnicą
Pod okrutną bożą pieczęcią.

Oto miłość: pierwsza jedna chwilka,
Myśl daleka, spojrzenie drżące.
Wszystko inne będzie słowem tylko
Zasadzonem w wierszu, jak w grządce.

Oto szczęście: słońce na balkonie,
Ciepłe złoto w oczach przymkniętych.
Wszystko inne w nocach utonie,
Zawieruszy się w dniach niepojętych.

A co śmierć jest - doprawdy nie wiem.
Coś, co w sercu niecierpliwie chlusta.
Dlatego je tak tulę do siebie,
Gdy zasypiam z modlitwą na ustach.

Z tomiku Rzecz Czarnoleska (1929)

 


NA BALKONIE

Stoję na balkonie,
Załamałem dłonie
I w kwietniowem niebie
Szary wzrok mój tonie. 

Bzy mi zapachniały,
Żale mnie owiały,
Twarz mi ojedwabia
Wiew znieruchomiały. 

Zmierzch się wiewem żali,
Żeśmy się rozstali,
Przymkniętemi oczy
Widzę ciebie w dali:

Stoisz na balkonie,
Załamałaś dłonie
I w kwietniowem niebie
Modry wzrok twój tonie.

Z tomiku Siódma jesień (1927)

 


NOC

Przyjdziesz nocą. Zostaniesz do rana
I otulisz mnie miękko ramiony.
Ja ci powiem: o, moja nieznana.
Ty mi powiesz: o, mój wytęskniony.

Będziesz moja. Ustami się wpiję
W wargi twoje, od nocnych róż krwawsze,
Obłąkany szał szczęścia przeżyję,
Ale umrze coś we mnie na zawsze.

Zacałuję się sobą! W pierścieni
Splot drgający zakuję twe ciało,
I uśniemy rozkoszą zmęczeni
I niepomni, że wszystko się stało.

Obudzimy się. Ciężką nienawiść
W głuchych duszach bez słów poczujemy
Zło nam w oczach zaświeci, jak zawiść,
I jak głaz będzie smutek nasz niemy.

Ale nocą znów przyjdziesz. Do rana
Będziesz słodko mnie tulić ramiony.
Ja ci powiem: o, moja nieznana!
Ty mi powiesz: o, mój wytęskniony!

Z tomiku Siódma jesień (1927)

 


FRYZJERZY

                        Chaplinowi

W pustej golarni siedzą fryzjerzy pod ścianami.
Patrzą, czekają, gości nie ma, więc nudzą się.
Sami się czeszą, sami się golą, sami, sami,
Mówią, co wiedzą, drzemią i chrapią, i budzą się.

Idą do okna, nic nie ma w oknie.
Wracają do luster, w lustrach - fryzjerzy,
Gładko uczesani, ulizani żałobnie,
Upudrowani, piękni fryzjerzy.

Gazetę czytają, czoła trą i gwiżdżą.
Chodzą, czekają na rzecz obcą, rzecz inną.
A tymczasem przed lustrem kłaniają się i mizdrzą,
Ziewają, połykają senność pustynną.

Będzie burza, w miasteczku sino, koguty pieją.
Fryzjerzy się boją, chodzą prędko - już grzmi,
Fryzjerzy płaczą, fryzjerzy śpiewają, fryzjerzy szaleją,
Zwalniają kroku i nagle chodzą a ralenti.

Podnoszą ręce bardzo powoli, bardzo powoli,
Kręcą głowami bardzo powoli i chodzą z łaski.
I niemym szeptem ruszają ustami, wpatrzeni w stolik,
W niklowy przedmiot, który ich urzekł śmiertelnym blaskiem.

A teraz się wiją, włażą na ściany, ulewę słyszą,
A teraz się płaszczą przed lustrem zdumionem - "patrz! tam! tam!"
Fryzjerzy tańczą, fryzjerzy krzyczą, w powietrzu wiszą
I aniołami fruwają w głębi lustrzanych ram.

Z tomiku Rzecz Czarnoleska (1929)

 


Partnerzy